Jeśli ktoś z Państwa nie był jeszcze na koncercie orkiestry symfonicznej - to serdecznie zapraszamy. Jest to niesamowite przeżycie, trzeba tylko dobrze wytężyć wzrok i zatrudnić wyobraźnię a oczom naszym ukaże się piękna historia. Gdybyśmy ten sam fragment jakiegoś utworu symfonicznego (pełnego zmiennej rytmiki, tempa, nastroju czy różnej skali dźwięków i tego bogactwa instrumentów) usłyszeli w radio szukając czego ciekawego, moglibyśmy po chwili dostać rozstroju nerwowego od tego "rzępolenia". Tylko siedząc tu na pięknej sali koncertowej w filharmonii można oddać się w pełni urokom prawdziwej muzyki. Kiedy dyrygent będący jednocześnie konferansjerem zapowie, że utwór ten jest historią miłosną pewnej pary, spróbujmy przenieść naszą akcję do Peru machu Picchu. Powiedzmy , że akcja rozpoczyna od momentu jak Indianin daje dowody swej odwagi walcząc z jakimś dzikim zwierzem podczas polowania, i jak potem Indianka nagradza go naszyjnikiem własnoręcznie wykonanym, który w tym momencie staje się jego amuletem przynoszącym mu szczęście. Delikatne, cichutkie pląsy fletów mogą powiedzieć nam, ze to właśnie wtedy zaiskrzyło i jest czas na czułe wyznania, a kiedy orkiestra zagra najbardziej wzniosłe tony, powiemy: chyba w tej chwili nastąpiło sakramentalne "tak", a teraz (gdy orkiestra zaintonuje marszowo) starszyzna plemienia i pozostały lud odprowadza ich do wigwamu, który od tej pory ma stać się ich wspólnym domem. I tak można wyobrazić sobie nie tylko historię umiejscowioną w Peru machu Picchu ale w ogóle wszystko można sobie wyobrazić i wyjść z koncertu ukontentowanym.